Każde dzieciństwo ma swoje książki. W moim był Nemeczek i Tomek Sawyer. Hucka Finna nigdy naprawdę nie polubiłem.
Kariuki poznałem przez niemieckie tłumaczenie.
Pewnego wieczoru Meja Mwangi przyszedł do Stars & Garters z torbą wypchaną książkami. Egzemplarze autorskie. Wśród nich niemieckie wydanie Mzungu Boy — Kariuki und sein weisser Freund — niemiecki tytuł naznaczony poprawnością — skromna edycja Lamuv Verlag z 2004 roku. Ale te szczegóły odnotowałem dopiero później, siedząc następnego dnia na werandzie na Midan.
Gdy zacząłem czytać, pożałowałem tylko jednego: że Meja Mwangi nie napisał tej książki wtedy, gdy sam byłem jeszcze dzieckiem.
Bo jest to książka o przyjaźni, która nie powinna się wydarzyć.
Dwóch chłopców — biały i czarny — spotyka się w świecie, w którym wszystko pracuje przeciwko ich więzi. Tłem są czasy Mau Mau: antykolonialna rebelia, przemoc, podejrzenia, wzajemne oskarżenia, świat pękający według linii rasy, lojalności i strachu.
To się nie mogło udać.
A jednak ta historia ma siłę.
Mwangi pokazuje coś rzadkiego: że dzieciństwo może przez chwilę poprzedzać historię. Że istnieje poziom ludzkiego doświadczenia wcześniejszy niż polityka, wcześniejszy niż ideologia, wcześniejszy nawet niż pamięć krzywd.
To nie jest sentymentalna opowieść o przyjaźni. To dramat wtargnięcia historii w relację elementarną.
I może dlatego ta książka tak mnie uderzyła. Nemeczek uczył lojalności. Sawyer — wolności. Kariuki wnosił coś jeszcze: niewinność wrzuconą w katastrofę.
Mwangi nie napisał „powieści postkolonialnej”. Napisał książkę, która ten język rozsadza.
Przeczytałem ją jednego popołudnia. To mała książka.
Potem we wszystkich chłopcach w Malindi widziałem Kariuki. Ich poruszanie się po mieście nabrało sensu. Dostrzegłem w końcu, jak bardzo byli zajęci: jako sprzedawcy, tragarze, opiekunowie młodszych.
To był może największy dar tej książki — nie temat, lecz zmiana widzenia.
Prócz spraw edytorskich o powieści jako takiej już z Meją nie rozmawiałem. Ale o Kariuki — już tak: wiem, że Mzungu Boy, choć osadzony w rodzinnych stronach Meji i w świecie, który pamiętał, nie była książką osobistą w bezpośrednim sensie.
Dla mnie jednak miała ona konsekwencje osobiste.
Krótko po moim powrocie do Polski dostałem od niego mail z plikiem zawierającym trzy opowieści Kariuki: Jimi the Dog, Mountain of Bones i Mzungu Boy.
Prawie od razu zacząłem przekładać Mzungu Boy; i od początku był to nie prywatny gest, lecz projekt translatorski. W powieści Ungama, którą wtedy pisałem, pojawiła się postać Alexa — synteza afrykańskich chłopców, których poznałem, moja odpowiedź na Kariuki.
Wydanie w Polsce tej znanej na świecie i wielokrotnie nagradzanej powieści Mwangi okazało się jednak niewykonalne. W renomowanych oficynach wydających książki dla dzieci usłyszałem kilkukrotnie, że powieść nie pasuje do „profilu czytelnika”.
Nie pasowała do profilu wydawcy.
Biały chłopiec Meji Mwangi ukazuje się na własnych warunkach, w wydawnictwie Wolna. Na podstawie autorskiej edycji z 2005 roku, a nie tej, z której wyszło tłumaczenie niemieckie.

