Opis
Przekład
Krzysztof Zmyśliński
Marek tłumaczy Paula Frankla – nie po to, by oddać sens, lecz by go odnaleźć w sobie. W Poznaniu, gdzie ulice świecą COVIDową pustką i pachnie strachem, balkon nad Wartą staje się granicą między ciałem, a myślą. Codzienne rytuały (kawa u Rudego, spacer po Grobli, rytm pracy) okazują się przekładem: siebie na Van der Witta, życia na strukturę, zdrady na ocalenie. Frankl nie jest tu terapeutą sensu – to historyk stylu jako funkcji, kontinuum epok, gdzie forma nie jest ozdobą, lecz rdzeniem. Marek poprawia oryginał, jak Baudelaire poprawiał Poe – bo przekład to nie wierność, lecz nowa doskonałość. Wpleciona wojenna „Róża” staje się lustrem: miłość, zdrada i kulminacyjny strzał to alegoria współczesnego przekładu siebie w świecie, gdzie wszystko jest lustrem dla wszystkiego.
Przejście jest bardzo osobiste, głębokie, ale nie przeciągnięte.
Marek nie uzewnętrznia siebie – ból (samotność, poczucie obcości) pokazuje przez gesty, rytuały, ciało jako ślad. Relacje z kobietami które przewijają się przez cały tekst, pokazane są tu w sposób oszczędny w emocje – jednocześnie mocny i znaczący. Możemy dostrzec wyraźne różnice między nimi i zderzanie się różnych światów oraz perspektyw.
Przyciąganie i odpychanie. Pragnienie bliskości i potrzeba swobody – Trauma? Jeśli tak to strukturalna, nie osobista – „Róża” to nie „historia wojenna”, lecz przekład historii na sens teraźniejszości. Dyscyplina i oryginalność formy wyprowadza tę prozę poza nurt: krótkie, niebywale celne zdania, brak ozdobników przy jednoczesnej mnogości fragmentów, które po przeczytaniu długo dźwięczą w głowie oraz rytm jak w eseju filozoficznym. W epoce, gdy literatura „poważna” stała się publiczną terapią (trauma, obsesje na wierzchu, autobiografizm jako walidacja), ta książka robi coś starego-nowego: intelektualną prozę z dystansem, strukturą, echem idei – bliżej jej do klasycznej literatury europejskiej początku XX wieku niż do współczesnego epatowania emocją. Brzmi jak echo, ale czyste, bez szumu.
Powieść ta nie szuka łez czytelnika ale wchodzi niezwykle głęboko. Otwiera bezgłośnie wewnętrzne drzwi duszy czytelnika i porusza najdelikatniejsze jej struny. Ze swoimi krótkimi, czystymi zdaniami jest jak dobry przekład: wierny idei, ale nie oryginałowi. W epoce, w której literatura stała się publiczną terapią i konkursem na najgłębszą ranę – ta powieść milczy tam, gdzie inni wrzeszczą.
I właśnie przez to jest głośna i wyjątkowa.



Agnieszka –
„Nie pytaj dzieła, co znaczy.
Pytaj siebie, co z tobą zrobiło” – to jeden z fragmentów tej książki który zapisałam.
Nie wiem jak opisać to, co mi ta książka zrobiła. Trochę to tak jak z próbą przetłumaczenia intuicyjnego przekazu na słowa- za bardzo się nie da, bo „czucie” jest o wiele bogatsze w przekazie. Nie ma bowiem tylu i wystarczająco pasujących słów, aby to wyrazić.
Na pewno dużo we mnie poruszyła, i to mocno- coś co było zakopane, doświadczone ale nieświadome, czasem świadome, ale nienazwane.
Pewne rzeczy obnażyła. Pewne poukładała, może nieco inaczej. Pewne zdemontowała i złożyła od nowa po swojemu. Pewne otworzyła niby delikatnie, ale bezlitośnie, żeby wydostać coś na zewnątrz co było głęboko schowane.
To była dla mnie bardzo ekscytująca wycieczka do wnętrza siebie. Aż do gołych kości.
Już od dawna wewnętrzne wyprawy są dla mnie osobiście zdecydowanie bardziej ekscytujące, niż wyprawy zewnętrzne- więc to było ogromnie ciekawe doświadczenie i poruszające te najbardziej nawet wrażliwe struny w mojej duszy.
Poprzez świat wewnętrzny głównego bohatera- jak przez dziurkę od klucza powoli wchodzimy do swojego wewnętrznego domu, pod koniec lektury już drzwi są po prostu wyrwane z zawiasami i wszystko stoi przed nami otworem. Można jedynie podjąć decyzję co z tym zrobimy dalej.
„Męski świat” i prawdziwe, bez „lukru”spojrzenie z innej męskiej perspektywy, wydaje mi się być tym bardziej ciekawe- bo nieco egzotyczne dla kobiety.
Małą ilość osób i „ruchu” w tej książce postrzegam jako atut- nie odciągający bowiem od tego co naprawdę jest ważne w tej książce.
Wynotowałam tak dużo fragmentów/cytatów które mnie poruszyły- że będę miała do czego wracać i co kontemplować przez długi czas….może będę chciała do niektórych z nich wracać już zawsze.
Podsumowując – dla mnie to była uczta dla duszy.